"

Dom na wzgórzu: jak znaleźliśmy swoje miejsce w Toskanii

Małgorzata i Marcin

Zanim się poznaliśmy, każde z nas nosiło w sobie obraz domu w Toskanii. Nie był to plan ani lista marzeń, raczej cicha tęsknota, którą trudno nazwać, a jeszcze trudniej się jej pozbyć. Dziś, kiedy rano wychodzimy na taras i patrzymy na wzgórza Chianti, czasem łapiemy się na myśli, że to ta sama tęsknota, tylko że teraz ma adres.

To historia o tym, jak się tu znaleźliśmy. Nie była ani prosta, ani szybka, ale gdybyśmy mieli opowiedzieć ją jeszcze raz, niczego byśmy nie zmienili.

Dwa marzenia, zanim byliśmy „my”

Marcin: Pierwszy raz pomyślałem o tym wiele lat temu, wracając ze studenckiej praktyki w Bari. Droga prowadziła przez Toskanię i gdzieś po drodze, między jednym wzgórzem a drugim, pojawiła się myśl, że kiedyś chciałbym mieć tu dom.

Małgorzata: Ja, jak wiele innych osób, zakochałam się w Toskanii po obejrzeniu filmu Pod słońcem Toskanii. To film, który do dziś działa tak samo: obiecuje, że można zacząć od nowa w miejscu, gdzie światło pada inaczej.

Oboje nosiliśmy więc w sobie marzenie o domu jak z filmu, na długo zanim zaczęliśmy je dzielić.

Lista, którą pisaliśmy co roku

Kilka lat przed pandemią postanowiliśmy, że przy każdym wyjeździe do Toskanii zrobimy listę nieruchomości do obejrzenia. Byliśmy amatorami w każdym znaczeniu tego słowa. Szukaliśmy ogłoszeń na idealista.it, umawialiśmy kilka oglądań i wracaliśmy do Warszawy z głowami pełnymi widoków i bez żadnej decyzji. Co roku oglądaliśmy kilka nieruchomości i co roku wiedzieliśmy trochę lepiej, czego chcemy, a czego na pewno nie.

2022. Prawie

W 2022 roku byliśmy bardzo blisko. Nieruchomość spełniała wszystkie nasze kryteria: leżała wśród winnic i była częścią większego kompleksu, więc wiedzieliśmy, że kiedy będziemy w Warszawie, ktoś zadba o naszą część. Była ochrona, były wspólne tereny. Wszystko zdawało się pasować.

Ale prawie nic nie wiedzieliśmy o tym, jak naprawdę wygląda kupno nieruchomości we Włoszech. Kiedy byliśmy już pewni, że ją kupimy, zadzwonił agent. Ktoś inny był szybszy.

To było rozczarowanie i nie będziemy udawać, że nie. Była to też lekcja, której bardzo potrzebowaliśmy. Jeśli jest coś, co kiedyś chętnie byśmy zmienili, to właśnie ten telefon. A jednak bez niego nigdy nie wjechalibyśmy na to wzgórze.

Ostatnia na liście

Rok później pojechaliśmy do Toskanii trochę mądrzejsi i, jak co roku, z listą.

Małgorzata: Podere L'Aquila wpisałam na sam koniec. Z jednej strony zdjęcia mnie urzekły. Z drugiej zdrowy rozsądek podpowiadał, że to miejsce nie dla nas: na wzgórzu, z dala od ludzi, w lesie, bez winnic w pobliżu. Kryterium po kryterium i żadne się nie zgadzało.

Najpierw obejrzeliśmy cztery inne nieruchomości. Żadna nie zachwyciła nas na tyle, żeby powiedzieć: „To jest to”. Więc trochę siłą rozpędu, a trochę po to, żeby odhaczyć ostatnią pozycję, ruszyliśmy pod górę.

Dziesięć kilometrów pod górę, po zakrętach, z których niektóre zawracają niemal o 180 stopni.

Marcin: Jako pasażer walczyłem z rozkołysanym błędnikiem i, przyznaję, trochę kląłem pod nosem, że to zły pomysł, bo jedziemy na koniec świata.

I wtedy wreszcie otworzył się widok.

Małgorzata: Widok, który wtedy zobaczyłam, zachwyca mnie dziś tak samo. Był piękny, słoneczny maj, a dolina leżała przed nami, jakby ktoś rozwinął ją specjalnie dla nas. Przestałam liczyć, co się nie zgadza.

Nie bylibyśmy sami na tym wzgórzu

Okazało się, że na sprzedaż jest górny dom, przez wszystkich nazywany willą. Tuż obok stało gospodarstwo, które wynajmowała sympatyczna para z Niemiec. Jak się później przekonaliśmy, byli niezwykle pomocni: kiedy byliśmy w Polsce, to oni pilnowali, co dzieje się na wzgórzu.

Tym razem nie powtórzyliśmy błędu z 2022 roku. Transakcję zamknęliśmy po dwóch miesiącach, pilnując, żeby miejsce, które na nas czekało, nie trafiło w niczyje inne ręce.

Remont domu i pierwsi goście

W następnym roku zaczęliśmy całkowity remont górnego domu. O tym, jak wielka to była zmiana, pisaliśmy w poprzednim wpisie. Postanowiliśmy zostawić górną część domu dla siebie, a dwa dolne apartamenty przeznaczyć na wynajem dla gości.

Zakochaliśmy się w tym miejscu. Za każdym razem, gdy tu przyjeżdżamy, widoki zachwycają nas tak jak za pierwszym razem. Czujemy się tu bezpiecznie i jak u siebie. Zaczęli pojawiać się pierwsi goście.

Ludzie, którzy znali to miejsce lepiej niż my

Po drodze dostaliśmy chyba najważniejszy prezent, jaki dała nam Toskania: Lorenę i Rolanda. Oboje są związani z tą posiadłością od ponad dwudziestu lat. Znali pierwszego właściciela, który stworzył to miejsce w latach osiemdziesiątych, i opowiadali nam, jak bardzo tętniło kiedyś życiem. Słuchaliśmy tych historii z rosnącą ciekawością.

Podzielili się z nami wszystkim, co wiedzieli o prowadzeniu takiego miejsca dla gości jak nasze. Nie z książek ani z poradników, tylko z lat pracy właśnie tutaj. Trudno przecenić, co to znaczy, kiedy zaczyna się od zera w obcym kraju, w obcym języku, w zawodzie, którego nikt cię nie uczył.

Kiedy naprawdę czegoś pragniesz

W naszych głowach zaczęła kiełkować myśl: jak wspaniale byłoby połączyć górny dom z gospodarstwem poniżej, tak jak było setki lat temu. Jedno wzgórze, jeden dom, jedna historia.

W Alchemiku Paulo Coelho napisał: „Kiedy czegoś pragniesz, cały wszechświat sprzysięga się, byś mógł to osiągnąć”. Nie wiemy, czy zawsze tak jest. Wiemy natomiast, że pewnego sierpniowego dnia 2025 roku dowiedzieliśmy się, że właściciel sąsiedniego gospodarstwa wystawił je na sprzedaż.

Wkrótce poznaliśmy Ernsta i Christę, poprzednich właścicieli gospodarstwa, a w grudniu 2025 roku sfinalizowaliśmy zakup. Wzgórze znów jest jedną całością.

Od tej pory wszystko przyspieszyło

Zaczęliśmy pierwszy etap remontu: wymieniliśmy wszystkie okna i drzwi wejściowe, odświeżyliśmy naszą małą restaurację i w ekspresowym tempie zaczęliśmy przygotowania do pierwszego sezonu. Formalności związane z otwarciem działalności to osobny rozdział, którego wolelibyśmy nie powtarzać.

W maju 2026 roku przyjęliśmy pierwszych gości. Dzięki Lorenie i Rolandowi nasz pierwszy sezon okazał się wielkim sukcesem.

Co dalej

Przed nami kolejne etapy remontu i chcemy pokazywać je na bieżąco: co zmieniamy, dlaczego i jak to wygląda z bliska, nie tylko na zdjęciu „po”.

Jeśli chcesz zobaczyć to wzgórze na własne oczy, zajrzyj na podere-laquila.com albo napisz do nas na WhatsAppie. A jeśli jadąc leśną drogą pod górę, zaczniesz się zastanawiać, czy na pewno jedziesz w dobrą stronę, to znaczy, że jesteś już blisko.